edytkaw7

O sobie:
Jedyna taka na świecie ;) w koncu każdy jest wyjątkowy...niepowtarzalny ;D jaka jestem...!? -trzeba wielu godzin rozmów i wielu wspólnie spędzonych chwil, żeby tak naprawdę mnie poznać....

Dodane materiały:


" Tak to pamietam... " - pisana historia II wojny światowej

Dodano:
2009-11-14 18:47:40

Kategoria:
Kultura
Średnia ocena:
2.5

Opis:
Czym jest wojna? Co za sobą niesie? Wydawałoby się, że to pytanie nie jest trudne i właściwie każdy potrafi udzielić na nie jakiejś odpowiedzi. Jakże jednak trudno w kilku słowach ogarnąć ogrom zła, który ze sobą niesie niezależnie od tego, po której stronie barykady stoimy. Wojna to śmierć fizyczna i psychiczna, eksterminacja i wszechogarniające okrucieństwo, upadek wartości i ideałów. Wojnę doskonale określają słowa Bertolta Brechta: „ O losie człowieka decyduje drugi człowiek”. Ponieważ kobieta, z którą przeprowadzę wywiad, w czasach wojny była dzieckiem, to chciałabym zatytułować go „Młodzieńczy obraz świata i wizja jego burzenia przez wojnę”. E. W. - Dzień dobry. Czy mogłaby się Pani przedstawić? E. G. - Dzień dobry. Nazywam się Elżbieta Grabowska. Mam 77 lat. Przeżyłam drugą wojnę światową. Nie miałam wtedy żadnego rodzeństwa. E. W. - Gdzie mieszkała Pani w czasie wojny i ile miała Pani wtedy lat? E. G. - Miałam 7 lat, gdy zaczęła się wojna. Teraz mam w tym wieku prawnuczkę i jak tak patrzę na nią , to nie mogę uwierzyć w to, że byłam w jej wieku, kiedy nastały te koszmarne czasy. Mieszkałam wtedy z rodzicami w Grajewie. Nie można było nic ani tańczyć, ani pośpiewać, Byliśmy ciągle obserwowani. Czuliśmy się osaczeni ze wszystkich stron. Ci bezwzględni ludzie, pozbawieni jakichkolwiek emocji, stali na każdym rogu. To nie było życie. E.W. - Jak wyglądał dzień, kiedy Niemcy wkroczyli do Polski ? I od kiedy Pani wiedziała, że jest wojna? E. G. - W dniu, kiedy zaczęła się wojna, miałam iść pierwszy dzień do szkoły, ale stało się tak, że zamiast do szkoły udaliśmy się do piwnicy. Nieraz zastanawiam się, jak tam weszłam. Teraz śmieję się z tego, bo jak sobie przypomnę – to chyba bym już tam drugi raz nie weszła, po prostu nie dałabym rady… A wojna, no, od kiedy wiedziałam…, muszę powiedzieć, że cały sierpień była mobilizacja, także doskonale wiedziałam, co się szykuje. Wszyscy w koło biegali i krzyczeli : „ Wojna! Wojna! ”. Przygotowywano żołnierzy, nieraz słyszało się, jak żołnierze ćwiczyli i podśpiewywali „ Nie damy ani guzika, ani płaszcza” . E.W. - Jak rodzice tłumaczyli Pani to, co się dzieje? E. G. - Wtedy nie było tak, że mogliśmy usiąść i porozmawiać o tym, co się dzieję. Rodzice nic nie tłumaczyli, każdy był zastraszony, w końcu mieszkaliśmy prawie na granicy niemieckiej. Tyle, że muszę powiedzieć, że mimo tak młodego wieku, czułam , że coś jest nie tak. Zresztą jak już Niemcy przekroczyli granicę, to jeden dzień i było po Grajewie, a co zostało, to palili, bo to wiadomo, dachy słomiane były w tamtych czasach. Niemcy chodzili i sami mówili do nas, że i tak zaraz będą tu Rosjanie i dokończą robotę- tak to wtedy określili. No i tak też było, 17 września 1939r. wkroczyli Ruskie . Widziałam ich, że chodzą po ulicach. Często słyszało się, że wywożą jakieś młode dziewczyny, brali sporo młodzieży, która nie pracowała. E.W. - Wojna zaczęła się na dobre, a co działo się z Panią i Pani rodziną? E. G. - Byłam w domu dziecka w Kazachstanie. Zabrali mnie tam w kwietniu razem z mamą, bo wtedy ojca już nie było, aresztowali go w lutym i więcej go nie widziałam. Nas zabrali z drugą wywózką, dobrze, że nie pierwszą, bo tamtych zabierano do Tajgi. Po jakimś czasie moją mamę wywieziono do łagrów, bo nie chciała przyjąć obywatelstwa rosyjskiego i była tam dwa lata, a ja w tym czasie byłam w domu dziecka, chodziłam do szkoły, w ogóle się nie widziałyśmy. E.W. - Czy mogła Pani bez przeszkód kontaktować się z mieszkańcami swojej i pobliskich wiosek? E. G. - Można było pisać, ale to miesiącami listy szły, więc było ciężko… E.W. - Czy zdarzyło się, że była Pani bita lub prześladowana? E. G. - Jeżeli chodzi o bicie czy prześladowania, to muszę powiedzieć, że nikt na mnie ręki nie podniósł. Nawet w szkole, choć była ruska, to żaden nauczyciel nie zrobił czegoś takiego, dlatego dziwię się, kiedy oglądam wieczorem wiadomości i tyle słychać o przemocy w szkole. Najgorsza kara, jaka mnie spotkała za złe zachowanie to to, że trzeba było się rozebrać i siedzieć tak cały dzień pod kocem, a druga to była taka, że nie dostawało się jedzenia przez cały dzień. I tak jakoś minęło tych 6 lat. Ponad sześć lat, dziecko nawet nie potrafisz sobie wyobrazić jak to było potwornie długo. . . Mam nawet stosowny dokument, który to potwierdza. E.W. - Rzeczywiście trudno jest mi to sobie wyobrazić… Co działo się z Panią później, kiedy już minęły te lata? E. G. - No a kiedy minęły te dwa lata od zamknięcia mamy, to było jakoś w marcu 1945r. , to mama poszła do pracy. To się nazywało wtedy Sowchos .Nie mieliśmy nic swojego. Wiadomo, były tam polskie rodziny, ale muszę powiedzieć, że ludzie na obczyźnie zachowują się inaczej niż teraz. No i byłyśmy tak w Kazachstanie aż do maja 1946r., kiedy przewieziono nas do domu. W drodze powrotnej zatrzymali nas na granicy w Brześciu. Przeszukiwali wszystkich. Bez wyjątku. Jeżeli ktokolwiek próbowałby ukryć jakieś dokumenty, które mogłyby świadczyć o tym, że byliśmy na Sybirze , to cały wagon cofnęli by z powrotem, skąd pewnie byśmy już nie wrócili. Jedna panna pamiętam miała takie buty, w które udało jej się pochować takowe dokumenty i żeśmy kilka przewieźli, ja mam oryginał, jest ich tylko kilka w Polsce. E.W. – Czy pozwoli pani na to, żebym umieściła go w wywiadzie? E.G.- Oczywiście. E.G.- A wracając do pytania, to po powrocie była tu straszna ruina. Najpierw przywieziono nas do Łobzy, Ruskie objęli tu wszystkie majątki. Wtedy to się nazywało państwowe nieruchomości ziemskie, a potem stopniowo przejmowali to Polacy. Życie nie było łatwe ani we wojnie, ani po. E.W. - A co mogłaby Pani powiedzieć o Katyniu? E.G. - O Katyniu to było cały czas szemranie, ale wszystko to odbywało się tak po cichu. Jak wracaliśmy do domu, to las katyński był bardzo blisko. Pociąg miał nawet stanąć i chcieliśmy zobaczyć, ale nie pozwolili. Miejscowi byli zastraszani i pamiętam jak dziś, jak pewien pan wystawił głowę i próbował z nimi rozmawiać, ale oni mówili tylko, że nie wiedzą, jak to się stało, ale podejrzenia starali się kierować na Niemców , bo mówili tylko , że jak Niemcy odchodzili, to Rosjanie przyszli, a wtedy te mordy już były dokonane. . . Co do Katynia to więcej nie pamiętam, tyle tylko co teraz z opowiadań, ale jeżeli chodzi o własne wspomnienia, to nie może być ich więcej, bo myślę, że byłam wtedy zbyt mała, żeby zdawać sobie z tego wszystkiego sprawę. Chociaż muszę powiedzieć, że nawet jak już teraz „ Solidarność” była i pojechałam pewnego dnia do Słupska i szłam ulicą, to jest chyba dzisiejsza Wolności i tam był taki napis „ Pomścimy Katyń”, to bałam się nawet to przeczytać, obejrzałam się tylko czy nikt nie widział, że na to spojrzałam i pierwsze co przyszło mi na myśl, to Jezu drogi przecież ten kto to napisał – zginie… Tak, taka jest prawda, taki strach był w nas siany… E.W. - Była Pani świadkiem zbiorowych egzekucji? E. G. - Dzieci nie dopuszczano. Było wiadomo, że coś się dzieje. Zresztą nie było potrzeby zabijania, ludzie sami umierali, puchli. Pamiętam tylko, że kiedy Niemcy zaatakowali ZSRR, to wtedy jak Ruscy zabierali wszystkich Niemców, którzy byli nad Wołgą, w różne miejsca, np. do jakiś obozów, a Niemcy nie byli jednak tak przygotowani jak Polacy.. Bo my to mieliśmy chociaż odrobinę odzieży, zawsze jakaś woda czy coś, a oni –nic. Byli dużo słabsi. E.W. - Skoro jesteśmy przy egzekucjach, to zapytam, jakie były główne powody mordów? E. G. - Trudno powiedzieć. Po prostu Ruscy przyjeżdżali, zamykali i nikt nie wiedział nawet dlaczego. Tak też było z moim ojcem. Wyszedł pewnego dnia i zabrali go, jak stał, z ulicy i już nigdy nie wrócił. E.W. - Jak dziś ocenia Pani II wojnę światową? E. G. - Nie lubię wspominać tamtych czasów. Staram się jak najmniej wspominać to wszystko, co mnie spotkało i wielu innych ludzi. To naprawdę bardzo przykre. . . Całe dzieciństwo stracone. . . Powiem tyle, że było to piekło. . Udało mi się je przetrwać, za co dziękuję Bogu, ale taki uraz zostanie na zawsze. . . E.W. - Widzę, że popłynęły Pani łzy. . . Nie musi Pani nic więcej mówić . . . Zdaję sobie sprawę, że tego bólu nie da się opisać słowami. . . E. G. Już dobrze. Po prostu ten temat zawsze będzie wzbudzał we mnie ogromne uczucia. Możemy kontynuować. E.W. - Była Pani dzieckiem, co wtedy robiły takie dzieci, czy w ogóle nie mieliście dzieciństwa? E. G. - Wiadomo , jak to dzieci, były chwile zabawy, ale jak się każdy opamiętał, to źle się z tym czuł. Mimo tego, że byliśmy tylko dziećmi, to zachowywaliśmy się bardzo poważnie, to dzieciństwo tak szybko umknęło, tak jakby go prawie nie było. No a jak żeśmy wrócili do Polski, to nie było miodów. Ciągle tylko praca i praca. W Kazachstanie najczęściej musieliśmy piołun wyrywać z pszenicy, no jak nie, to chleb był gorzki. . . A tutaj. . . No wiadomo, co dali, to trzeba było robić. I pomyśleć, że po tylu latach co przepracowałam już od dziecka, to nie chcieli mi dać emerytury, tylko było załatwiania. W końcu ten Kazachstan też doliczyli. Mam tu nawet stosowne dokumenty. E.W. - Czy uczyła się Pani w Polsce? E.G. - Tak, uczyłam się. Skończyłam cztery klasy, a potem trzeba było pracować, ale zrobiłam wieczorówkę. E.W. - A czy miała lub ma Pani jakieś problemy zdrowotne, które wynikły z udziału w II wojnie światowej? E. G. - Cały czas mam jakieś ułomstwo w sobie. Mam odmrożenie nogi do końca życia. Co chwilę naczynka pękały. Tyle co ja żem się nakrzyczała, napłakała. . . Ręce. . To taki straszny ból. No, ale cóż. . Żeby nie było tak patetycznie, to powiem, że tyle lat się przeżyło, w sumie to już bliżej niż dalej. E. W. - Czy miewa Pani jakieś koszmary? E. G. - Do dzisiaj mam koszmary. Pamiętam jeden do dziś. To było, jak mój syn, teraz dorosły był jeszcze malutki, to śniło mi się, że nas wiozą na Sybir, i że siedziałam w tym wagonie i myślałam tylko o tym, że póki nie przekroczyliśmy granicy , to muszę wyskoczyć , uciekać. Wtedy przez sen zrobiłam jakiś taki dziwny ruch na łóżku jakby skok, obudziłam się a mąż do mnie, a co ty tak po tej pierzynie skaczesz. I opowiedziałam mu ten koszmar. E. W. - Skoro wspomniała Pani już o swoim mężu, to zapytam, a jak on wspomina wojnę ? E. G. – No, niestety, dość szybko odszedł z tego świata, bo gdyby był, to sam by Pani opowiedział, ale on to poznaniak, to tylko we wojnie u Niemca krowy pasł. Niemcy nie byli aż tak okropni. E. W. - Mówi Pani, że Niemcy nie byli aż tak okropni, a tak często słyszy się, że starsi ludzie i w ogóle ludzie większy uraz mają do Niemców. E. G. - Tak jest , bo historia jest przekłamana. Ja też starałam się z dziećmi dużo tematu nie zaczynać. Ruscy byli dla nas okropni, nikt tak nie pastwił się nad człowiekiem jak oni. Stalin w ogóle nie liczył się z człowiekiem. Ale o tym mogliśmy mówić tylko między sobą w domu, bo historia powtarzała co innego. Pamiętam do dziś, jak pewien chłopak leżał cały spuchnięty, męczył się, po prostu umierał , a Rusek powiedział do niego : „ Kuli na ciebie szkoda, sam zdechniesz jak pies”. Boże, ilu ludzi tak strasznie umarło. . . E. W. - Czy chciałaby Pani dodać coś jeszcze? E. G. - Czy ja wiem, czy coś jeszcze. . Nikogo po wojnie życie nie pieściło. Wszystko było po cichu. Jeden drugiego się bał. Myśmy się nie przyznawali - kto, gdzie był. Nawet nie wiedziałam, że Mróz to też Sybirak, a to mój sąsiad. Dowiedziałam się dopiero, gdy dostaliśmy krzyż zesłańca. Dam Pani legitymację do zeskanowania, do wywiadu. Takie to były czasy. . . Wiem, że teraz ciężko jest to sobie wyobrazić. . . Muszę powiedzieć, że do tej pory nie wiedziałam, że miałam 7 lat, a byłam na 25 lat skazana na deportację. Podobno już dzieci nieurodzone skazywano na takie kary. Ale widocznie Pan tak chciał i to odwrócił. Każdemu , kto był skazany, kto tam był powinien przysługiwać dodatek. Jak Miller był premierem, to nie zgadzał się na to. Potem był Jelcyn i wydał stosowne dokumenty i odwróciła się karta. No i teraz mam taki kombatancki dodatek do emerytury. Chociaż tu nie chodzi o te pieniądze, bo tych ran , cierpień to nikt nie był w stanie i niczym wymazać z mojej pamięci. . . E. W. - Bardzo dziękuję Pani za wywiad. E. G. - Ja również dziękuję. Jak widać, II wojna światowa to totalne okrucieństwo, zdziczenie, obozy, łagry, faszyzm, komunizm, rasizm, masowa zagłada, degradacja wartości i redukcja osobowości, uwikłanie ofiar w zbrodniczy system. Zakłócenie harmonii świata pociągnęło za sobą degradację wszelkich wartości. Problemem jest odróżnienie dobra od zła. „ Człowiek i zwierzę” , „ miłość i nienawiść”, „ wróg i przyjaciel” stały się tylko pustymi wyrazami i właściwie nie wiadomo, na czym polega człowieczeństwo, bo przecież nie ma życia bez religii, bez etyki, bez oparcia w jakimkolwiek systemie wartości.

Źródło:
tekst własny, fotografia również